Artykuły preperingowe - Survival - Militaria - Samoobrona - Ochrona Ludności - Obrona Cywilna
Światło w ciemności.
Gdy nie ma prądu, zapala się ich płomień – o kulisach produkcji świec awaryjnych, roli wosku sojowego i znaczeniu przygotowania na kryzysy opowiada Marek Cijka, założyciel firmy Fuler, właściciela marki HaskePRO.
Historia i Inspiracja
- Jak narodził się pomysł na założenie firmy Fuler? Co było główną inspiracją?
Firmę w formie spółki z o.o. założyłem w 2016 r. z potrzeby bycia wytwórcą dóbr, które można sprzedawać na rynku międzynarodowym. Zawsze chciałem być producentem czegoś, na co mam wpływ od początku do końca w całym procesie wytwarzania. Móc kreować zarówno jakość produktu, jak i jego wzornictwo. Inspiracją do produkcji świec awaryjnych było przede wszystkim brak tego produktu na rynku w formie umożliwiającej bezpieczne stosowanie także wewnątrz. Wosk sojowy, który stosujemy daje taką możliwość, jest bez-emisyjny. Odróżniamy się tym produktem w tym względzie od wszystkich świec produkowanych na bazie ropopochodnych parafin.
- Jak wyglądały początki działalności? Jakie były największe wyzwania?
To są początki naszej firmy w temacie świec. Choć liczy ona już kilka ładnych lat i działa na rynku w nieco innej branży, to świecami zajęliśmy się zupełnie niedawno. Opracowanie całej technologii, dobór odpowiednich komponentów, testy działania, rejestracja wzoru produktu w EUIPO zajęły nam ponad pół roku. Najwięcej czasu zeszło na dobór knotów. To było największe wyzwanie w całym opracowaniu. Przetestowaliśmy chyba wszystkie, jakie są dostępne w rodzimym handlu. Aż w końcu zdecydowaliśmy się na najlepsze jakie są obecnie produkowane, czyli niemieckie Stabilo. Mają dużą przewagę w stosunku do innych, gdyż bardzo szybko podejmują płomień, są sztywniejsze niż inne knoty, dają mocny płomień oraz – co chyba najważniejsze – są bardzo odporne na podmuchy wiatru, płomień nie gaśnie łatwo na wietrze. Więc ma to ogromne znaczenie dla używania w warunkach terenowych.
- Dlaczego akurat świece? Czy miał Pan wcześniej doświadczenie w tej branży?
Świece, topienie wosku, palenie świec, chodziło mi po głowie od długiego czasu. A zdecydowałem się na ich produkcję, bo zainteresowałem się tematyką survivalu i przetrwania. Kompletowałem sobie wyposażenie na wypadek kryzysu z dostawami energii elektrycznej, braku dostaw wody, braki energii ogólnie. Świece, które wówczas sprawdzałem, jako ewentualny produkt, który każdy powinien posiadać w domu, zawsze miały jakąś wadę, albo czegoś im brakowało. Szukałem produktu bezpiecznego podczas palenia, łatwego do transportowania w torbie lub plecaku, multifunkcyjnego. I takiego nie mogłem znaleźć. Więc taki zrobiłem. I od razu zrobiłem te świece w maksymalnej wersji jakościowej, bez kompromisów. A dzięki skali produkcji jaką dziś mamy, mogę je robić w dobrej cenie, bo komponenty kupujemy w hurcie bezpośrednio od producentów. Jestem z tego produktu zadowolony, można nim oświetlić, można ogrzać punktowo, można zagotować wodę i podgrzać potrawy. Daje czysty, bezwonny płomień i nie emituje szkodliwych oparów. Czego chcieć więcej?
Produkcja i Technologia
- Jak wygląda proces produkcji świec awaryjnych od surowca po gotowy produkt?
Produkcja jest kilkuetapowa. Rozpoczyna się od zamocowania knotów w puszkach. Mocowanie musi być trwałe, aby knot nie przewrócił się podczas rozgrzania wosku. Następnie topimy wosk i zalewamy puszki w odpowiedniej ilości. Po zalaniu przez pewien czas knoty muszą być pionowane, bo inaczej się przechylają lub topią w rozgrzanym wosku. Więc je pionujemy. Stygnięcie wosku w puszkach trwa kilka godzin. Później przycinamy knoty na odpowiednią długość i po dodaniu zapałek zamykamy puszkę. Zapałki dodatkowo umieszczamy w woreczku foliowym, a przed tym suszymy. Chodzi o to, aby nie były zawilgotniałe i nie zawiodły, kiedy będzie potrzeba ich użycia. Suszone i pakowane w woreczki są pewne w użyciu. Po zamknięciu puszki, klejone są etykiety, dodawany dekiel jako wieczko – dzięki temu puszka zyskuje wielorazowy charakter. I pakujemy produkty do kartonów zbiorczych. To tak w skrócie. O szczegółach nie chcę za dużo mówić, bo kilka z rozwiązań jest naszym autorskim i musi na razie pozostać w zasobach technologicznych firmy.
- Jakie
materiały są wykorzystywane i dlaczego wybór padł na wosk
sojowy?
Używamy przede wszystkich puszek stalowych, jako opakowania świecy, aby było trwałe, nie tłukło się jak szkło i dawało pewność dla użytkownika, że nic się ze świecą nie stanie podczas przenoszenia w plecaku. Wosk sojowy był dla nas naturalnym wyborem. Parafiny nawet nie rozpatrywaliśmy. Chodziło nam, o czystość płomienia i brak szkodliwych oparów. Nasze świece są dzięki temu po prostu bezpieczne. Wosk sojowy jest do tego zastosowania super wyborem. O knotach już mówiłem wcześniej. Muszą być trwale i pewne w użyciu, a także odporne na podmuchy wiatru. Nasze spełniają te warunki. I w końcu zapałki. Zdecydowaliśmy się zastosować zapałki w pudełku, a nie w tzw. książeczce, a to z tego względu, że dużo łatwiej jest zapalić taką zapałkę. Zapałka z książeczki jest płaska i cienka. Nasza to pełna, typowa zapałka i na pudełku jest duża potarka. Więc zapałki są pewne i dodatkowo suszone. Muszą dawać użytkownikowi poczucie pewności.
- Ile trwa produkcja jednej partii świec i jakie są najtrudniejsze etapy?
Na dziś u nas partia produkcyjna to 200 szt. Wynika to z ograniczenia lokalowego jakie mamy. Można tę wielkość szybko zwiększyć, dzięki większemu lokalowi. Na dziś nam jednak to wystarcza. Świece produkujemy seriami. Mamy trzy rozmiary świec, więc każda ma swój czas na produkcji. Jeśli chodzi o najtrudniejszy etap, to jest ewidentnie mocowanie knotów. Zabiera on najwięcej czasu.
- Czy
wszystkie elementy świecy, np. knoty, puszka, są produkowane w
Polsce?
Te komponenty, które są produkowane w Polsce to jak najbardziej wykorzystujemy do naszych świec, jak puszki, wieczka, przykrywka, etykiety, kartony. Jednak niektórych komponentów nie produkuje się na rodzimym rynku, jak np. knoty, które są niemieckie, wosk sojowy z produkcji szwedzkiej. Gdyby te materiały były dostępne u rodzimych wytwórców na pewno preferowalibyśmy takie źródło ich pochodzenia. Musimy się wspierać.
- Jakie normy musi spełniać świeca, aby była bezpieczna dla użytkowników?
Tak, jest norma dot. bezpieczeństwa produktu, jakim jest świeca. Dotyczy opakowania i oznaczeń ostrzegawczych umieszczonych na produkcie. Norma jest europejska EN 17885. Nasze produkty wypełniają wymagania normy. Oznaczenie ostrzegawcze jest czytelne i umieszczone na spodzie puszki.
Funkcjonalność i Przydatność dla Preppersów
- Co sprawia, że świece awaryjne są tak ważnym elementem wyposażenia survivalowego?
Dla survivalu jest wręcz niezbędna. Działa niezależnie od zasilania elektrycznego, czy baterii. I można ją użyć w pomieszczeniach, gdzie nie rozpali się ogniska, np. w namiocie czy przyczepie kempingowej. Każdy musi ją mieć. Dotyczy to także preppingu. Kiedy brakuje zasilania elektrycznego nie ma oświetlenia, nie działa kuchenka elektryczna, itp. Świeca awaryjna przychodzi z pomocą.
- Jakie są największe różnice między świecą awaryjną a zwykłą świecą dekoracyjną?
To dwa różne światy. Świeca awaryjna jest wykonana w firmie trwałej, bezpieczna w transporcie. W puszcze metalowej, które ma multifunkcyjne zastosowanie, można ją po wypaleniu świecy wykorzystać do różnych innych potrzeb, np. przechowywania żywności – dlatego nasza świeca ma dodatkowy dekiel, którym ją wielokrotnie zamkniemy. Długo nam posłuży. Inną różnicą to liczba knotów. W naszej świecy awaryjnej na stosunkowo małej powierzchni są aż cztery knoty – ktoś zapyta po co? A to jest po to, aby w odróżnieniu od świecy dekoracyjnej dawała dużo więcej światła i ciepła. Świece dekoracyjne są przeważnie w szkle – tłuką się. Albo są bez opakowania wierzchniego, wówczas kapią woskiem. Świeca awaryjna w puszcze nie ma tych wad.
- Czy testował Pan osobiście świece w warunkach awaryjnych? Jak się sprawdziły?
Oczywiście, że tak. Testy, testy i jeszcze raz testy. Między innymi dla tego stosujemy najlepsze w swojej klasie knoty Stabilo. W warunkach awaryjnych świeca musu szybko i łatwo przyjmować płomień od zapałki lub zapalniczki i nie gasnąć łatwo na wietrze. W czasie testów w warunkach podróży wyszło nam np. że warto mieć dekielek, którym można zamknąć świecę, kiedy nie została wykorzystana do końca. Wówczas bezpiecznie się ją transportuje. Dzięki temu nie pobrudzi się niczego od wosku, czy sadzy z knotów.
- Czy są jakieś nietypowe zastosowania świec awaryjnych, o których klienci mogą nie wiedzieć?
Sądzę, że jej zastosowania są powszechnie znane od oświetlenia, do podgrzewania potraw. Można też łatwo zagotować wodę w kubku nad taką świecą. Cztery knoty dają dużo energii. Nasza puszka z deklem jest multifunkcyjna. Można ją wykorzystać wielokrotnie i wielu różnych propozycjach.
Rynek i Klienci
- Jakie grupy klientów najczęściej kupują świece awaryjne? Czy są to głównie preppersi?
Dziś nie odpowiem na to pytanie precyzyjnie. Nie mam danych ze sprzedaży i żadnych badań klientów. Mogę się tyko domyślać, że przede wszystkim to preppersi, druga grupa to turyści, trzecia to miłośnicy survivalu i wędkarze. Okazuje się, że wędkarze chętnie te świece kupują, bo opakowanie im pasuje. Jest trwałe, a świeca ma podczas wypraw wędkarskich uniwersalne zastosowanie.
- Jakie pytania najczęściej zadają klienci przed zakupem?
Te pytanie, z którymi dotychczas się spotkałem dotyczyły przede wszystkim kopcenia i dymienia świecy. Oczekiwania klientów są dziś już na tym poziomie, aby świeca nie dymiła i nie wydzielała nieprzyjemnego zapachu podczas palenia. Wielu klientów też pyta o parafinę, nie chcą świecy parafinowej. Pytają, czy nasz wosk jest bez domieszek syntetycznych, czy ropopochodnych. Więc widać po tym, że świadomość klientów rośnie. Na naszej świecy umieszczamy specjalny znad „Paraffin free”. Stosujemy czysty wosk sojowy.
- Czy zauważył Pan wzrost zainteresowania świecami awaryjnymi w ostatnich latach? Z czego to może wynikać?
Nie mam wiedzy na ten temat. Za krótko jesteśmy z produktem na rynku. Odpowiem za jakiś czas.
Innowacje i Przyszłość
- Czy planuje Pan wprowadzenie nowych produktów lub ulepszenie obecnych świec?
Tak. Mamy przynajmniej trzy nowe produkty już w opracowaniu. Wszystkie pod marką HaskePRO. O dwóch nie mogę mówić, aby nie uprzedzać, a trzeci dotyczy malej wersji świecy awaryjnej w puszcze z zakrętką. Być może z jednym lub dwoma knotami. Tu nasza decyzja jeszcze nie zapadła.
- Jakie trendy w branży survivalowej i oświetleniowej uważa Pan za warte uwagi?
Uważam, za warte uwagi rozwój produktów w kierunku zmniejszenia ich wagi np. przez zastosowanie aluminium w opakowaniach zamiast stali. Produkty wielokrotnego użytku i multi-zastosowania, aby mało nosić, a dużo można było zrobić. Trend na ekologię i recykling stosowanych komponentów. Trwałość i bezpieczeństwo w przenoszeniu, w tym brak tłukących się przedmiotów.
- Gdyby miał Pan stworzyć idealną świecę awaryjną przyszłości – jakie miałaby cechy?
Nie mam pojęcia. Ideał chyba nie istnieje. Na pewno coś, co by się przydało, to rozwiązanie problemu gaśnięcia na wietrze. Poprzez zastosowanie sprytnej osłony płomienia, itp.
- Jakie ma Pan plany na rozwój firmy w najbliższych latach?
Dziś skupiamy się na świecy awaryjnej z woskiem sojowym, jako podstawą. Jutro będziemy rozwijali produkty w tym obszarze z wykorzystaniem puszki jako opakowania, bowiem mamy do tego już zbudowaną infrastrukturę produkcyjną. To w obszarze produktu. W obszarze handlu, to przede wszystkim eksport. Mamy świetny kontakt zagranicą z firmami, które mogą z powodzeniem sprzedawać nasz produkt. Coś co hamuje rozwój w tym kierunku, to brak czasu naszych kontrahentów na wprowadzenie asortymentu. Ciągle o tym słyszymy. Ale jesteśmy optymistami. Eksport powinien stanowić 80% całości sprzedaży. Taki jest plan.
Osobiste Refleksje
- Czy sam jest Pan preppersem lub pasjonatem survivalu? Jakie ma Pan doświadczenia w tej dziedzinie?
Nie jestem. I żałuję. Bardzo mnie pociąga survival. Zawsze mi brakuje czasu na zajęcie się tym tematem. Ale rozwija się on mocno na naszym rynku, Powstają ciągle wiele grup związanych z tą tematyką i pewnie w końcu się do którejś dołączę. Bardzo bym chciał. Potrzebuję tego także dla oderwania się od miasta.
- Jaki był najtrudniejszy moment w historii firmy i jak udało się go przezwyciężyć?
Historia naszej firmy jest już prawie 10-cio letnia. Działa także w innej branży, którą realizuje inny członek rodziny. Trudne momenty się zdarzały. Związane były z brakiem terminowych płatności od kontrahentów, co wpływało na płynność firmy. Dlatego teraz bardzo ostrożnie wybieramy klientów.
- Jakie rady dałby Pan osobom, które chcą założyć własny biznes w branży survivalowej?
Po pierwsze to gorąco zachęcam do tego. Są na pewno trzy takie obszary: produkcja, handel lub szkolenia i wyprawy. Przestrzeń jest duża. Rośnie zapotrzebowanie. Przychodzi moda z zagranicy. Wszystko to powoduje, że rośnie wartość tego rynku. Osobą, które się wahają powiedziałbym, żeby działały od razu. Nie czekać na nic. Jeśli jest pomysł, to trzeba próbować. Kilka razy nie wyjdzie. Ale w końcu się powiedzie. Trzeba być aktywnym. To polecam każdemu.
Chciałbym bardzo podziękować Panu za tak obszerny wywiad. Jestem przekonany, że każdy z naszych Czytelników znalazł w nim coś ciekawego dla siebie. Życzę pomyślności w dalszych działaniach - Patryk Górski - Właściciel Sklepu Polskiego Prepersa.
